sobota, 7 marca 2009

Zdjęcie 4

W prawo od bramy głównej, ciągnęło się dalej owo podwójne ogrodzenie (lepiej widoczna mrzestrzeń między ciągami ogrodzenia) i ustawione przed nim tabliczki na słupkach metrowej wysokości „HALT – STÓJ”. Przymocowane druty ogrodzenia do porcelitowych izolatorów oraz wymalowany na tabliczkach znak wymownie ostrzegał, że ogrodzenie jest pod napięciem!

Zdjęcie 3

Przy bramie głównej rzucał się w oczy wiele znaczący napis nad wejściem do obozu: ARBEIT MACHT FREI.

Zdjęcie 2

Drogą wzdłuż podwójnych ciągów ogrodzenia z drutu kolczastego, a zabudowaniami warsztatów z drugiej strony, prowadziła od miejsca „rozładunku” przy Krematorium - do bramy głównej do obozu. (Podwójne ogrodzenie w tym sensie, że między jednym a drugim ciągiem ogrodzenia z drutu kolczastego, znajdowała się ok. 3 m. wolna przestrzeń).

Zdjęciowy mini album KL Auschwitz

Zdjęciowy miniprzewodnik Golgoty w KL Auschwitz, przez którą przechodzili rybniczanie aresztowani 11-13.02.1943 r. Niestety, mój ojciec - Jan Klistała, wujek - Stanisław Sobik oraz ich kolega Alojzy Siąkała, przechodzili przez taką Golgotę dosłownie. Większość miała szczęście, że nie pokonywali drogi od Schreibstuby - do bloku 11.

Zdjęcie Nr 1.
Aresztowanych w Rybniku w dniach jw. (ok. 60 osób), w dniu 13.02.1943 r., przewieziono samochodami ciężarowymi wprost do KL Auschwitz, gdyż w więzieniu śledczym w Mysłowicach panowała epidemia tyfusu. Dokładnie o godzinie 14:00 samochody zatrzymały się w pobliżu Krematorium I. Przy wrzaskach i wulgarnych wyzwiskach SS-manów, musieli zeskakiwać ze skrzyń załadowczych samochodów i ustawiać się piątkami w kolumnę.

czwartek, 5 marca 2009

... jeszcze kilka zdań poświęconych Ojcu

W krótkich informacjach na blogu, nie jestem w stanie wyrazić odczuć jakie do dzisiejszego dnia przetrzymuję w sercu jak relikwie. Wiekszość myśli uzewnętrzniłem w moich opracowaniach o ojcu - w moich książkach. Ilekroć jednak odwiedzam Muzeum Auschwitz-Birkenau, od bramy głównej ogarnia mnie narastające uczucie smutku i pokory wobec nieszczęść i tragedii ludzkich, jakie miały miejsce w obozie. Podświadomie próbuję się wczuć (chociaż w minimalnym stopniu) w Golgotę jaką przechodził tam mój ojciec i wielu innych więźniów ...
Staram się być jak najczęściej przy bloku 15. To w bloku 15a przebywał mój ojciec po przekazaniu go do obozu. Stąd pisał do nas listy, tutaj rozmyślał o nas. Kieruję się następnie do bloku nr 2 (oddanego wówczas do dyspozycji Wydziału Politycznego - Politische Abteilung), od którego – tak jak ojciec – tylu więźniów zaczynało swoją drogę męki w KL Auschwitz. Od tak dawna blok ten wypełniony jest przeraźliwą ciszą – stoi pusty, a ja mimo to słyszę wrzaski oprawców z SS i krzyki katowanych więźniów. Kawałek dalej, za krematorium, pozostały fundamenty po drewnianym baraku, w którym poddawano ich brutalnym torturom podczas przesłuchań. Przystaję na chwilę przy bloku nr 24, gdzie mieściła się „Schreibstuba”, po czym opuszczam wzrok i skręcając w prawo, podążam w kierunku bloku 11. To była ich ostatnia droga…
Jak to jest, kiedy idzie się w przekonaniu, że śmierć jest tak nieuchronna? Czy bezsilność wobec wydanego wyroku powoduje zwątpienie w Opatrzność Bożą, czy też umacnia wiarę i nadzieję, że tamten świat, po drugiej stronie, będzie lepszy, uczciwszy, sprawiedliwszy?
Przez otwartą na oścież wielką żelazną bramę wchodzę na dziedziniec bloku 11 – pod Ścianę Straceń. Składane są tu niezliczone ilości kwiatów, palą się znicze, odmawiane są żarliwe modlitwy za dusze zakatowanych. Wierzę, że prośba: „Wieczny odpoczynek racz im dać Panie” – została spełniona, że każdy z Nich spoczywa w Swoim Bogu!
Otrząsam się z napływu jednych myśli i odczuć, by poddać się uporczywemu napływowi innych. W którym miejscu stał ojciec, zanim padł strzał w tył głowy? Gdzie osunął się na ziemię? Czy wypływająca strużka krwi zostawiła jakiś ślad i znak dla mnie? Odchodząc, powtarzam po raz kolejny: „Wieczny odpoczynek racz im dać Panie”. Kieruję się jeszcze do wnętrza bloku nr 11. Ogarnia mnie mrok podziemia – przeraża ciężka żelazna krata, cele z przysłoniętymi okienkami wychodzącymi na dziedziniec. Ilekroć przebywałem tutaj we wcześniejszych latach, zadawałem sobie– nurtujące mnie pytanie, w której z tych cel przebywał w ostatnią noc swego życia mój ojciec? Po latach dowiedziałem się, że nie był w celi gdzie Maksymilian Kolbe, ani w tej z wyskrobanym przez skazańca na ścianie Ukrzyżowanym Chrystusem, że spędził tę ostatnią noc w jednej z sal na parterze bliku 11.
W drodze powrotnej wchodzę jeszcze na chwilę na piętro bloku nr 15. Urządzono tu wystawę, która zupełnie zatarła ślady warunków, w jakich przebywali więźniowie. Trudno się połapać, gdzie stały piętrowe prycze, gdzie były ściany działowe i korytarz. Chodząc sztucznie utworzonym labiryntem oblepionym powiększonymi zdjęciami z różnymi scenami obozowymi, pytam prawie półgłosem: Tatuś, gdzie stała Twoja prycza, w którym miejscu przydeptywałeś posadzkę, ocierałeś się o ścianę?. Jak dotychczas żaden głos nie odezwał się do mnie, nie otrzymałem żadnego znaku…

Mój ojciec Jan Klistała – więzień KL Auschwitz nr obozowy 111912

Od wczesnego dzieciństwa zmuszony byłem wypowiadać się o swoim ojcu w czasie przeszłym. Gdy 11.02.1943 r. GO aresztowano za działalność w konspiracyjnej organizacji ZWZ/AK – miałem 7 lat. Jakże jednak utrwaliły się w mojej dziecinnej pamięci głos, wygląd, ruchy i sposób zachowywania się ojca! Z poskładanych wspomnień o NIM - wyłoniła się postać człowieka prostego, skromnego, bardzo uczciwego i uczuciowego, dobrego męża i bardzo kochającego ojca, a w pracy koleżeńskiego, sumiennego i cenionego fachowca. Był człowiekiem honoru i oddanym patriotą. Jakże mocno kształtowało to moją psychikę! Dorastałem z poczuciem wielkiej satysfakcji, że ojciec mój był pozytywnie oceniany.
I znowu westchnię ... – że nie obdarzył mnie Wszechmocny darem poetycznego wysławiania się, więc wykorzystam wiersz autora którego nie znam, ale tytuł wiersza jest odpowiedni ...

Mojemu Ojcu
Ukryty w cieniu krzyża
pełgającej lampki
poczekam, aż wszyscy odejdą...
Bolesnym doznaniem
przywołam myśli Twoje,
zaklęte milczeniem
konarów dębu,
w niemym krzyku
szeleszczących pod
stopami liści...

poniedziałek, 2 marca 2009

... W dniu Twoich imienin Matko moja

Któż nie słyszał wspaniałej pieśni pod tym tytułem – w wykonaniu Bernarda Ładysza. „Moja Matko ja wiem, wiele nocy nie spałaś, gdym opuszczał swój dom, aby iść w obcy świat ..........”.
Wzruszenia, nostalgię wywołują słowa o Tej, która od pierwszych chwil życia dawała nam gwarancję największej serdeczności, opieki i troski. Może właśnie z perspektywy przeżytych lat, wielu życiowych przygód i doznań, bardziej niż w młodości to słowo „Matka” i odczuwanie ich znaczenia, staje się tak bardzo znaczące!

Nie obdarzył mnie Wszechmocny darem poetycznego wysławiania się, więc wykorzystam wiersz „Matka” – Joanny Suck:
Może, gdy będziesz stary
Dopiero zrozumiesz, co znaczy matka,
co oznacza dom, gdy jej troskliwa ręka
w świata obcym tłumie
nie poprowadzi ciebie
do bezpiecznych stron.
Gdy już cię nie obroni,
Nie zdoła zapobiec,
Do serca nie przytuli.
Gdy przyjdzie ten czas,
Wtedy dopiero człowiek
Naprawdę rozumie,
Co znaczy matka
Dla każdego nas.
[...]„Mamusia”, - tak zwracaliśmy się do Niej z bratem od momentu, gdy Ta właśnie mamusia nauczyła nas wymawiać pierwsze słowa, aż po ostatnie dni Jej życia - do 22.08.1985 r. Było w tym określeniu zawarte osobiste i najserdeczniejsze uczucie do naszej rodzicielki, niezależnie od tego, czy komuś postronnemu zwrot ten wydawał się zbyt zdrobniale wymawiany, lub używany z dziecinnego nawyku.[...]

I ... chciałoby się nie rozstawać z refleksjami o matce, o tym ile Jej zawdzięczamy, czy zawsze potrafiliśmy odwdzięczyć się właściwie za Jej uczucie ......

Co ci dam?
Za to Mamo, że noc w noc czujnie strzeżesz
kolorowych i spokojnych mych snów;
za to, Mamo, że Ci zawsze mogę wierzyć,
że rozumiesz mnie nawet bez słów;
cóż Ci dzisiaj mogę za to dać, Najdroższa Mamo?
Po jednym kwiatku za noc każdą nieprzespaną,
po jednym kwiatku za każde zmartwienie,
po jednym kwiatku za płynące z Twych rąk ukojenie.
Za każdą Twoja zmarszczkę – jeden kwiat
i jeden za każdy siwy włos.
Pod nogi trzeba by Ci rzucić cały świat,
wszystkie kwiaty na ogromny stos.
Wiersz Co Ci dam – Maja Waszak

Twój - Jurek