sobota, 21 lutego 2009

Czwarta książka, to efekt znajomości z Janem Delowiczem, który w geście przyjaźni, udostępnił mi swoje prywatne archiwum, a z którego „wyłowiłem” biogramy do 1500 byłych męczenników z Rybnika, Żor. Wodzisławia Śl., Raciborza – z przyległymi do nich miejscowościami. Do poprzednich książek „Działacze ...”, dysponowałem około 120 nazwiskami – z wykazów otrzymanych od Józefa Sobika, publikacji dr Alfonsa Mrowca, dr W. Wieczorka. Zdobywszy jednak tak bogaty materiał od Jasia Delowicza – któremu wyrażam wielką wdzięczność za okazaną mi pomoc, postanowiłem ułożyć to w słownik biograficzny, w którym byli więźniowie hitlerowskich obozów koncentracyjnych z szeroko pojętego terytorium „Rybnickiego” i miejscowości pobliskich, chociaż w kilku linijkach skróconego życiorysu znajdą swoje miejsce – ku pamięci potomnych!
Aż korci by w tym miejscu wpisać cytat mojego wspaniałego wychowawcy prof. Innocentego Libury:

[...] Gdy ostatni już z nich odchodzą od nas, niech te kartki przekażą nowym pokoleniom pamięć o nich i o wartościach duchowych, które wypracowali, równie cennych jak materialne skarby tej ziemi. [...]
Bakcyl pisania, po kolejnych pozytywnych opiniach o wydanej drugiej części Działaczy Rybnickiego ZWZ/AK w obozach koncentracyjnych, wpłynął na tyle pozytywnie na taką formę uzewnętrzniania swoich myśli i uczuć, że podjąłem ponowne wezwanie w tym zakresie – choć nieco w innej dziedzinie. Znajomość z harcmistrzem Józefem Drożdzem, wieloletnim pasjonatem i działaczem harcerskim, ale także więźniem - od którego otrzymałem informacje o więźniach z regionu Bielska i Białej, spowodowała napisanie książki o harcerstwie Bielska i Białej. Do tej bowiem pracy nie trzeba było mnie przekonywać, gdyż i we mnie harcerstwo po dzień dzisiejszy zakodowane jest poprzez wyjątkowej miary patriotyczne zachowania, wysokie morale jego członków. Ograniczyłem jednak czasokres działania tego harcerstwa – na przedwojennych zasadach przedwojennych a więc do 1949 r. Po drugie, i w tej książce mogłem poświęcić rozdział o młodych patriotach, którzy złożyli ofiarę życia za wolność tak umiłowanej Ojczyzny.

PRZYRZECZENIE HARCERSKIE
Mam szczerą wolę całym życiem
pełnić służbę Bogu i Polsce
nieść chętną pomoc bliźnim
i być posłusznym Prawu Harcerskiemu.
... Satysfakcja z wydania pierwszej książki, nie wyzwoliła we mnie tak wielkiego samozachwytu, by zapomnieć o przyjaciołach, dzięki którym doszło do druku książki: dr Adam Cyra, Anna, Andrzej, Krzysztof Ogniewscy, Magdalena Kubit, Joanna Boguniowska, oraz świadkowie okupacyjnych wydarzeń, którzy z ogromnym wzruszeniem (powodowanym tak przykrymi wspomnieniami) przekazywali mi te wyjątkowe przykre informacje. Nazwiska wielu moich rozmówców zamieszczone są oczywiście we wstępie do książki. Satysfakcja jaką odczułem – że można (gdy się usilnie czegoś pragnie) realizować swoje zamiłowania, opracowywania tego typu dowodów pamięci, ratować relację o tamtych ponurych wydarzeniem (by pisemny ślad po nich uświadamiał młodym ludziom, co przeżywali ich bliscy) spowodowała chęć dalszej pracy w tym zakresie. Nie ukrywam, że i bardzo przychylne opinie o treści książki – otrzymywane od kompetentnych osób, mobilizowały do kontynuowania tego typu pracy. Poszukiwania materiału źródłowego było tak owocne, że umożliwiło to opracowanie drugiej części książki Działacze rybnickiego ZWZ/AK w obozach koncentracyjnych.

„…Auschwitz trudno jest poddać racjonalnej refleksji, nawet po kilku dziesięcioleciach od chwili ujawnienia prawdy o tym, co działo się w obozie. Gdy myślę o Auschwitz mam uczucie ogromnego zagubienia, wręcz bezradności. Czyż można bowiem mówić lub pisać o miejscu, które stało się świadkiem zbrodni na setkach tysięcy, tak jak to czyni się opisując inne miejsca na kuli ziemskiej?…”

Cytat Janusza Jaguckiego – ks. biskupa, zwierzchnika Kościoła Ewangelicko-Augsburskiego w Polsce. (fragment z artykułu: „Pytania do człowieka i do mnie samego …” PRO MEMORIA Nr 15 z czerwca 2001 r.)

piątek, 20 lutego 2009

Gdy w 2001 r. wyjątkowo szczęśliwym zbiegiem okoliczności poznałem w Muzeum w Oświęcimiu pracownika naukowego tegoż Muzeum dr Adama Cyrę, dzięki Niemu dowiedziałem się o wydanej książce Mieczysława Brzosta Rybnicki Inspektorat Armii Krajowej. W miarę jednak poznawania treści książki, powiększało się moje osłupienie, gdyż znalazłem w niej wyjątkowo dużo nieścisłości - wręcz przekłamań. Otóż, nie ma w książce ani słowa o współzałożycielu ZWZ w Rybniku – Stanisławie Sobiku (w późniejszej korespondencji z autorem, nie mogliśmy wyjaśnić co jest powodem jego awersji do Sobika). Autor nie wiedział kto był założycielem tej organizacji, lecz nie mógł nim być S. Sobik. Autor nie potrafił uzasadnić, dlaczego Sobik nie spotkał się na swej drodze organizacyjnej z Inspektorem Rybnickiego Inspektoratu ZWZ/AK Władysławem Kuboszkiem. Były i tak rażące przekłamania (na str. 20), że wg autora w dniach 12 lutego 1943 r. aresztowanych było (wymienionych z imienia i nazwiska) 5 (słownie pięć!) osób. Tymczasem, w dniach 11-13 lutego 1943 r. miały miejsce masowe aresztowania członków ZWZ w Rybniku. W tych to dniach przez zdrajcę Jana Zientka, piwnice budynku gestapo przy ul. św. Józefa w Rybniku zapełnione były ponad 60 członkami tej organizacji. Między zatrzymanymi był mój ojciec, wujek – S. Sobik, Jego brat Józef Sobik, Wincenty Chrobot, Karol Miczajka, Stefania i Andrzej Kaszubowie i wielu – wielu innych. Czyżby to była tak nieznaczna różnica 5 czy 60? Dzięki namowom dr Adama Cyry opisałem swoje spostrzeżenia na ten temat i tak wydana została książka Działacze rybnickiego ZWZ/AK w obozach koncentracyjnych. Dodam, że niemal dosłowny tekst tej książki, przed jej wydaniem, zawiozłem do Koła Ś.Z.Ż.A.K. w Wodzisławiu Śl. – a Koło przekazało go do Zarządu Okręgowego w Katowicach. Władze Ś.Z.Ż.A.K. nie wykazały żadnego zainteresowania czy pomocą opublikowania tego materiału.
Fragment z książki – pożegnanie obu braci w KL Auschwitz – w przeddzień śmierci Stanisława Sobika:
„Dnia 24 czerwca 1943 r. Staszek przyszedł do mnie przed apelem. Zapytał, jak się czuję, i czy czegoś nie potrzebuję. Odpowiedziałem mu, że potrzebuję czosnku. Czosnek był w obozie równie wielkim skarbem jak chleb, gdyż wierzyliśmy w jego właściwości bakteriobójcze i witaminowe. Staszek wsadził rękę do kieszeni i wyciągnął całą główkę. Wziąłem czosnek, po czym on niezdecydowanie powiedział, żebym mu dał parę ząbków. Lewą ręką rozłupałem główkę i dałem mu kilka ząbków. Staszek jednak nie odbierał ich, nie wyciągnął po nie ręki. Po chwili powiedział, żebym zostawił sobie całość.
Zdziwiło mnie to niespotykane dotychczas roztargnienie w jego zachowaniu. Oczy Staszka były jakieś inne niż zazwyczaj, widać w nich było smutek. Mało mówił i przyglądał mi się w taki sposób, jakby chciał się napatrzeć na zapas. Usłyszeliśmy sygnał na apel, więc podałem mu rękę na pożegnanie. Staszek przytrzymał ją i nie chciał odejść. Powiedziałem więc: „Idź, bo będą cię szukali”. Ale on nadal stał jak w transie i nie puszczał mojej ręki. Jego oczy i twarz jakby jeszcze bardziej posmutniały. Wreszcie puścił moją rękę i powiedział: „Bądź zdrów i zostań z Bogiem. Przyjdę jutro”. Potem odwrócił się i pobiegł na apel.”

czwartek, 19 lutego 2009

Gdy po wielu latach czyniłem poszukiwania w różnego rodzaju publikacjach, sądząc naiwnie że męczeństwo autentycznych bohaterów walki z hitleryzmem jest odpowiednio opisane, z rozżaleniem zorientowałem się jak wielkie jest w tym zakresie zobojętnienie organizacji kombatanckiej Ś.Z.Ż.A.K. Szczególnie chodzi o wydarzenia dotyczące organizacji ZWZ/AK w Rybniku, do której należał mój ojciec, wujek oraz wielu ich kolegów. Postanowiłem więc zabrać się osobiście (jako amator) za publikację o tamtych wydarzeniach a więc z okresu 1939-1945. Jest gorszącym faktem, jak musiałem udawadniać (co dawno powinno być uporządkowane historycznie) jaką rolę w tym Związku odgrywał jego współzałożyciel i komendant - tak szlachetna postac jak Stanisław Sobik. Władze szczebla lokalnego oraz Okregowego Zarządu (w/w związku), nie raczyły rozmawiać z byłymi świadkami tamtych wydarzeń, z byłymi więźniami skazanymi na pobyt w obozach koncentacyjnych za działalność w tej konkretnej organizacji - ZWZ, którzy przelewali krew w walce z okupantem jako żołnierze ZWZ! Wdzięczny więc jestem Redakcji Mieszięcznika Kulturalno-Społecznego "Śląsk", za umozliwienie mi w styczniu 1999 r. debiutu literackiego na swoich szpaltach artykułem "Mój ojciec nr 111912 KL AUSCHWITZ".

środa, 11 lutego 2009

REQUIEM dla męczennikow hitlerowskich obozów koncentracyjnych

Pianista uderzając w klawiaturę fortepianu, wystukuje dźwięki adagia z Koncertu Fortepianowego Nr 5 Op. 73 L. Beethovena, a dostojność kompozycji niemal nakazuje wstrzymanie oddechu, by zbędnym szmerem nie spowodować zafałszowania kompozycji Geniusza .....
Kompozytor wplata w melodykę adagia tragizm niespełnionej miłości i świadomość potęgującej się głuchoty.
W mojej świadomości dźwięki adagia wywołują inne skojarzenie - wewnętrzny głos z wyjątkową natarczywością sylabizuje zwrotki wiersza Abrahama Koplowicza:

Marzenie .....
[Jak?] ja mieć będę dwadzieścia lat,
[Zacznę?] oglądać nasz piękny świat.
[Usiądę?] w wielkim ptaku motorze
[I wzniosę się?] w wszechświata przestworze.
Popłynę, pofrunę w świat piękny, daleki.
Popłynę, pofrunę przez morza i rzeki.
Chmura siostrzycą, wiatr będzie mi bratem.
Się będę zdumiewał na Nilem, Eufratem.
Zobaczę sfinksy i piramidy
W prastarym kraju boskiej Izydy.
Przepłynę nad ogrom wody Niagary.
Kąpać się będę w słońcu Sahary.
Przez szczyty Tybetu, co w obłokach giną,
Nad cudną, tajemną magów krainą.
A wydostawszy się spod skwarów mocy
Będę szybował nad lodem Północy.
Przefrunę nad wielką wyspą kangurów
I nad szczątkami Pompei murów.
Nad świętą Ziemią Zakonu Starego
I nad ojczyzną Homera słynnego.
Się będę zdumiewał nad pięknym światem-
Chmura siostrzyca, wiatr będzie mi bratem.

..... Ci o których pamięć się dopominam poprzez utrwalanie ich biogramów, mieli także swoje marzenia! Chcieli żyć, tulić do siebie najbliższych, spoglądać na wschody i zachody słońca ...
Te marzenia tak proste, tak ludzkie, odbierano im wyjątkowo sadystycznie!
Jak określić taką formę sadyzmu ???

HITLEROWSKIE OBOZY KONCENTRACYJNE – GOLGOTA XII WIEKU!!!